Pokolenie Z zaczyna pracę…

…strach się bać!

Ostatnimi czasy coraz głośniej jest o pokoleniu Z, które wchodzi na rynek pracy pełną parą. I słusznie! Pracodawcy powinni lepiej przygotować do zmian jakie przyniesie ze sobą nowe korpoludzi (a może oni już nie będą korpoludźmi tylko digitalworkers?). Kim jest pokolenie Z? Jacy są? Na te pytania starają się znaleźć odpowiedź socjologowie, psychologowie, eksperci od rekrutacji, a nawet marketingowcy wspierający akcje employer brandingowe.

Kim zatem są ludzie z pokolenia Z? Podpowiem nie są przybyszami z obcej planety (jak twierdzi jeden z moich klientów, dla którego prowadzimy szeroko zakrojoną kampanię rekrutacyjną). Na stronie HRstandard.pl, którą zdarza mi się z racji zawodu często przeglądać, pojawił się rok temu artykuł „definiujący” pokolenie Z. Nie będę analizować każdego punktu z osobna, bo nie taki jest cel tego wpisu. Ale uderzył mnie jeden z punktów, który nie do końca zgadza się z moimi obserwacjami:

13. Już w szkole uczyli się pisać CV, choć nigdy tego CV nie wydrukowali. Internet jest głównym źródłem poszukiwania pracy. Serwisy rekrutacyjne, job boardy – w ich świadomości również istnieją „od zawsze”.

No fajnie. Oni już w szkole uczą się pisać CV – polska edukacja poszła do przodu! Tylko niech mi ktoś wytłumaczy: dlaczego my otrzymujemy same gnioty (przepraszam, ale naprawdę inaczej się nie da tego opisać), które nie mówią absolutnie NIC kim owy przedstawiciel Zetów jest? I w dodatku błędy ortograficzne w dobie autokorekty! A przecież internet towarzyszy Wam niemal od narodzin, więc użycie kreatora CV nie powinno nastręczać problemów. I dla jasności: wcale nie zależy nam na tym, żebyście napisali o ogromnym doświadczeniu zawodowym (jak skoro dopiero wchodzicie na rynek pracy?) czy tworzyli jakieś superkreatywne CV (o ile nie aplikujecie na grafików). Chodzi o zwyczajną schludność wizualną, podanie podstawowych informacji i zwyczajne przedstawienie siebie.

Internet głównym źródłem poszukiwania pracy – tak, też tak zaczynałam. Tu się wiele nie zmieniło. Z tą różnicą, że oprócz pracuj.pl do dyspozycji mamy jeszcze szereg innych jobboardów, narzędzi matchujących kandydata z pracą, grup zainteresowań na FB czy LI i wiele, wiele innych. Na szczęście ten etap poszukiwania pracy nasze Zety mają opanowane nieźle. A zatem dzwonimy, zapraszamy na rozmowę i… kolejne zaskoczenia.

  • potwierdzają spotkania i nie przychodzą. Wymówek jest mnóstwo (wiem, bo zawsze dzwonimy i pytamy): tradycyjne „wypadło mi z głowy”, „nie mogłem znaleźć budynku”, „nie wiedziałem jak dojechać” (a Google Maps w komórce nagle umarł?), „to było dzisiaj?”, „za zimno jest”…Ehh… i co tu zrobić, żeby chociaż odwoływali. Z drugiej strony lepiej, że nie przychodzą na spotkania z nami niż z Klientem.
  • oczekiwania finansowe na wejście (no minimum 3500 netto) w dziale wsparcia finansów. Ja się bardzo cieszę, że cenimy naszą pracę i czas coraz bardziej. Naprawdę, bo to znaczy, że moim dzieciom będzie się lepiej żyło. Ale jak słyszę, że osobnik nigdy nie pracował w żadnej firmie, na najprostsze pytania odpowiada półsłówkami, po angielsku duka (kolejna porażka polskiego systemu szkolnictwa), na spotkanie przychodzi w podartych jeansach i koszulce z napisem YOLO (klient: jeden z gigantów na rynku usług finansowych), a w ogóle to on nie może pracować w środy (chodzi na lekcje jogi w południe), to muszę przyznać: nóź się w kieszeni otwiera.
  • Zet został przyjęty do pracy, składamy ofertę, Zet podpisuje umowę i zaczyna pracę. Juhu! Euforia opada po pierwszym feedbacku od Klienta: Zetowi zaciął się komp, więc pół dnia grał w grę, wrzucał foty na instagram, lajkował i szerował na Facebook’u. Przyszedł szef, uruchomił magicznie kompa (nacisnął mały guziczek na ekranie, ale przecież skąd Zet ma to wiedzieć skoro on ma tylko Maca i tam nic nie trzeba naciskać?!) i wskazał dokładnie Zetowi co należy zrobić. Zet napisał mejla, stoi przy szefie i czeka aż szef mejla zaakceptuje i pozwoli wysłać. Oczywiście w trakcie czekania gra w grę. Minął jeden dzień pracy i jest sukces: pierwszy mejl wysłany!
  • Zety wykazują też tendencję do osądzania wszystkiego stworzonego przez poprzednie generacje. Procesy są złe, szkolenia bez sensu, standardy to już w ogóle są zbędne i zaśmiecają życie. Nowe pomysły i świeże spojrzenie Zetów może mieć naprawdę pozytywne skutki, ale chyba tydzień pracy to trochę za krótko, żeby owe sugestie traktować poważnie…?

Szanowny Przedstawicielu Pokolenia Z: trochę pokory, szacunku do tych zbędnych w procesie rekrutacji HR-ów i HR-owek (naprawdę chcemy Ci pomóc…i sobie też) i więcej samodzielności! Młody wiek czy brak doświadczenia nie jest tutaj wymówką, a your attitude really matters!

UWAGA: ten post nie ma na celu generalizowania czy uszczuplania wkładu Zetów w rynek pracy, a już na pewno nie jest nastawiony na dyskredytowanie Zetów. Obserwacje jednak pozostają obserwacjami.

Link do artykułu na portalu HRstandard.pl: Pokolenie Z – 13 faktów, które pomogą nam ich zrozumieć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s